X odsłona Szkolnej Ekspedycji Pilchowice – Indonezja przez Knurów

data: 07/03/2016 || autor: Dawid Szymała

zamknij

Po raz pierwszy wraz z pilchowickimi gimnazjalistami pojechała uczennica z knurowksiego Paderka!

Uczestnicy: Magdalena Hrynyszyn (kierownik młodzieżowy), Patrycja Honysz, Oliwia Chłodnicka, Karolina Imiołek, Liwia Szafruga, Zofia Młotkowska, Marta Garcorz, Julia Masłoń, Bartłomiej Kurtycz, Maja Poszwa, Ola Malanowska, Adam Ziaja i Krzysztof Krztoń (opiekunowie).

Jesteśmy pełni wrażeń! Nasze sny o Jawie się spełniły! – powtarzamy na każdym kroku.
Trudno się dziwić, kiedy mieliśmy okazję wyruszyć w tak daleką podróż! A wszystko zaczęło się na katowickim dworcu autobusowym, na który zawieźli nas rodzice. Około północy wyruszyliśmy do Warszawy, potem metrem, busem i już na lotnisku. Z przesiadką w Istambule, dolecieliśmy szczęśliwie po około 14 godzinach do Dżakarty – stolicy Indonezji. Po raz pierwszy przekroczyliśmy równik! Zawitaliśmy na półkuli południowej! Była to podróż w czasie – dosłownie – oprócz zegarków przesuniętych o 6 godzin do przodu, znaleźliśmy się w 2567 roku! Od razu poczuliśmy klimat tropikalnej wyspy. Złapaliśmy nocny autobus do Bandung, a tam na dworcu (razem z karaluchami i szczurami) czekaliśmy na transport do Pangadaran, który miał być o 5:00, 6:00, aby ostatecznie zjawić się około 7:15. W południe dotarliśmy na miejsce, gdzie zaplanowaliśmy pierwsze noclegi. Nadszedł też czas na poznanie indonezyjskiej kuchni! Przez całe dwa tygodnie zajadaliśmy się takimi potrawami jak: Nasi Goreng, Mie Goreng, Ayam Goreng, kosztowaliśmy przygotowanego na różne sposoby tofu, placuszków sojowych i wielu, wielu innych przysmaków. Już kolejnego dnia zdecydowaliśmy się na body rafting! Tą atrakcję zapamiętamy na długo! Spływ górską rzeką – bez pontonów, skakanie z klifów czy z wodospadów. Pływaliśmy także w Zielonym Kanionie, gdzie podziwialiśmy urzekające widoki, odwiedziliśmy przydomową wytwórnię brązowego cukru z palm kokosowych i mieliśmy okazję zawitać na polach ryżowych. Kolejnego dnia wizyta w parku narodowym, poszukiwanie rafy koralowej i nocna podróż do kulturalnej stolicy kraju – Yogyakarty – pełnej motorów, bemo (małe busiki) i charakterystycznych pikczy, czyli 2-osobowych pojazdów napędzanych siłą mięśni ludzkich lub motorowo. Tam zwiedziliśmy Pałac Sułtana i Pałac Prezydencki, zobaczyliśmy przedstawienie w teatrze cieni, dowiedzieliśmy się na czym polega sztuka batiku oraz wybraliśmy się zobaczyć o wschodzie słońca największą na świecie buddyjską świątynię – Borobudur i hinduistyczny kompleks świątynny, wpisany na listę UNESCO – Prambanan. Obydwa obiekty zachwyciły nas swoją wielkością, dodatkowo mogliśmy poczuć się jak gwiazdy, ponieważ zostaliśmy poproszeni o udzielenie kilku wywiadów i pozowanie do setek zdjęć. Jawajczycy to bardzo mili, życzliwi i ciągle uśmiechnięci ludzie! Kolejnym punktem na trasie okazało się miasto Banyuwang, do którego jechaliśmy pociągiem ponad 16 godzin. Na miejscu dostaliśmy propozycję nurkowania z rekinami! To było coś! Zgodziliśmy się bez wahania! Zaopatrzeni w maski i rurki sprostaliśmy zadaniu i obyło się bez strat… Po powrocie zaczęliśmy przygotowania do zdobycia celu ekspedycji – szczytu wulkanu Kawah Ijen. Dżipami wyjechaliśmy z hotelu już o 00:30, żeby zdążyć zakończyć prawie dwu godzinną wspinaczkę przed wschodem słońca. Z samej góry (2400 m n.p.m.) musieliśmy jeszcze zejść w głąb krateru zobaczyć kopalnię siarki i palące się błękitnym płomieniem jej toksyczne opary. Oczywiście byliśmy wyposażeni w maski, ale ludzie którzy są „skazani na siarkę” ich nie używają, a wydobywają ten surowiec codziennie. Dwa razy na dobę wchodzą na szczyt wulkanu, by potem zwieźć wózkiem ponad 80kg ładunku! Tragarze zwykle nie dożywają 40 lat, a ich pensja zależy od tego ile siarki przyniosą. Za każdy kilogram dostają około 900 indonezyjskich rupii, co w przeliczeniu daje około 25gr… Cóż, przykre jest to, że ich praca nie jest doceniana. My zdecydowanie doceniliśmy ich wysiłek, ponieważ przekonaliśmy się na własnej skórze jak było ciężko. W drodze powrotnej odwiedziliśmy niedużą plantację najpopularniejszej kawy, która pochodzi z odchodów cywety (małego ssaka podobnego do łasicy). Kąpiąc się w wodospadzie, stwierdziliśmy, że należy nam się odpoczynek. Popłynęliśmy na słoneczno-deszczową wyspę Bali! Na plażę! Kilka dni na relaks i zakup pamiątek. Do kraju wróciliśmy opaleni, zadowoleni i głodni kolejnych przygód.

Autor: Karolina Imiołek

«
»
sdfsdfsdf

31/10/2018

wazne

Flaga Polski

01/11/2018

wazne

Hymn Polski